wtorek, 24 września 2013

Rozdział 4

                                                                   ***
                                        Zapamiętaj jutra nie będzie.
                              Liczy się teraz, więc dziś nie gubimy chwil.
                                    Na karuzelach kręci nas życie.
                           Masz tylko moment dziś, więc kochaj albo giń.
                                                                   ***
- Co? - zapytał zdziwiony siatkarz.
- No, ja u Ciebie w sypialni.  A ty w salonie na kanapie.
- Dobra, nich stracę. - uśmiechnął się. Wysłałam mu buziaka w powietrzu.
- To ja idę się wykąpać. - powiedziałam szukając jakiejś piżamy w walizce.
- Jasne, dasz sobie rade? - zapytał z ironią
- Nie, chodź mi pomóc.- wystawiłam mu język i poszłam do łazienki. Wyszłam przez drzwi. Wzięłam szybki prysznic i byłam już gotowa do spania.
- Już zwolniłam Ci łazienkę, więc dobranoc.
- Dobranoc, kochanie.
- Tu się puknij! - wskazałam na czoło i z uśmiechem poszłam na górę do sypialni siatkarza. Łóżko było mięciutki i takie wygodne. Zasypianie nie było najłatwiejszą rzeczą. Prawie całą noc przesiedziałam na zielonej pościeli. Jakimś cudem zasnęłam jakoś po północy.
Rano obudził mnie szept Bartka i Louis'a. Co oni kombinują? 
- Może śniadanie? - zapytali razem?
- Tak, jasne. Zaraz coś wymyśle, chodź dużo rzeczy po naszej bitwie niewiele ich zostało. - odpowiedziałam przecierając oczy.
- Taaaa daaaa.... - odsłonili przykryty obrusem stolik
- Ooo... A to co? - uśmiechnęłam się.
- Śniadanko do łóżka. - odpowiedział Bartosz
- Jak miło z waszej strony. Kto wpadł na taki super pomysł?
- Ja !!! - powiedzieli razem. Zaczęłam się śmiać, a oni to podłapali i wszyscy się już ,,chichraliśmy".
- To co tam przygotowaliście? - zapytałam przez śmiech.
- Omlety, naleśniki, sałatkę owocową, jajecznicę i kanapki. Do tego jabłuszko, banan, pomarańcza oraz kawa, herbata i sok porzeczkowy - zaczął wymieniać Louis.
- Już mi się mordka śmieje - odpowiedziałam
- No to, jak zaczynamy? - zapytali znowu razem. Czy oni się jakoś umówili?
- Jasne! - i zaczęliśmy jeść najważniejszy posiłek dnia. Było naprawdę dobre. Jeszcze jedno pytanie mam na ustach. Bartek umie gotować? Znam go od 3 lat, z i tak nie wiem wszystkiego o nim.
- Jak już wy przygotowaliście, to ja posprzątam. A jaki dzisiaj jest plan dnia?
- To może pójdziemy na lody i do galerii. Tam jest bardzo dobre kino. Obejrzymy coś! Hmm... Co wy na to? - zapytał najedzony siatkarz.
- Dla mnie super. - powiedział Louis
- To o której wychodzimy?
- Jest 8:43, to może o 10:00? - zaproponował Skrzak.
- Dla mnie świetnie. - wygramoliłam się z łóżka. Poszłam pozmywać po śniadaniu. Czas na poranną toaletę. Ubrałam się, uczesałam i zrobiłam lekki makijaż. Byłam gotowa do wyjścia. Chłopaki czekali już w salonie, przed telewizorem.
- Dłużej nie można było? - zapytał z ironią Louis
- Można było, można. Wiesz mogę jeszcze wrócić, czy coś. - odpowiedziałam.
- Jak wszyscy gotowi to idziemy, tak? - powiedział siatkarz ubrany w niebieską koszule w kratkę.
- Tak. Idziemy na jaki film? - zapytałam, ale nie uzyskałam odpowiedzi.



______________
I kolejny rozdział. Trochę długo  mi zeszło - przepraszam :) Zachęcam do komentowania.

Kto dzisiaj ogląda mecz Volleyball-family :*

1 komentarz:

  1. po poprzednim rozdziale robiłam sobie nadzieje a tu nic. No szkoda bardzo hehe

    OdpowiedzUsuń