***
Szarawy świat odejdzie szybko,
Poleci z nieba kolorowy pył.
Powoli wiatrem spadał nisko,
Zaczarowany był, zaczarowany był
***
- No, chodźcie! - powiedział Louis.
- Już idziemy. - odsunęłam się od siatkarza. Jak to się stało? My jesteśmy tylko przyjaciółmi. Uśmiechnęłam się, Bartek to wyłapał. Odpowiedział tym samym. Zastało nam tylko 30 minut do seansu, więc już poszliśmy na obiad do McDonald 'u.
- Co chcesz młody, ja płace! - powiedział Skrzak i spojrzał się na mnie. W tym momencie przypomniała mi się nasz pocałunek. Odpowiedział uśmiechem.
- Okay, to nich będą duże frytki, kurczaczki, hamburger, cola i jeszcze... - zaczął Louis
- Hola hola- przerwałam - koszulka kosztowała tylko 50 złoty, a ja też jestem głodna.
- Hahaha... Spokojnie, inaczej się odpłacisz za te marne 5 dych.
- Jasne! - pokazałam my język.
- Ale o co chodzi? To mogę jeszcze wziąć mleko czekoladowe?- zapytał zdziwiony brat. Ja i Bartek nie umieliśmy powstrzymać śmiechu. Ten młody to jednak wygadany jest. Ciekawe po kim?
- A ty Ami? Co chcesz jeść?
- Też mam zacząć wymieniać, jak Louis?
- Jasne! Na razie mnie stać.
- Dla mnie hamburger i szejk truskawkowy. - odpowiedziałam dumnie.
- Dobra, ja jeszcze zamówię, a wy idźcie usiąść. Zaraz przyjdę.
- Sopczko! - odpowiedział mały. Poszliśmy zająć stolik. Nagle Louis zadał mi pytanie:
- Amelia? Czy ty i Bartek jesteście razem?
- Nie!- odpowiedział zdziwiona - Czemu tak myślisz?
- Bo się razem tak dogadujecie. Zresztą, jak dla mnie możecie być.
- To dziękuję ci braciszku - zaczęliśmy się śmiać. Chciałam jeszcze coś dodać ale przyszedł siatkarz. Przyniósł całą tace dla Louis'a i moje zamówienie, a dla siebie - sałatkę grecką i szejka śmietankowego.
- Tylko tyle? - zapytałam
- Tak, za miesiąc zaczyna mi się sezon klubowy. A Skra chce mieć chyba zdrowego zawodnika na początek sezonu. - zaśmiał się.
- Faktycznie, przez to całe dzisiejsze zajście zapomniałam że jesteś siatkarze. - odpowiedziałam sarkazmem.
- To smacznego!- powiedział młody.
- Smacznego - odpowiedzieliśmy razem. To fast food'owe jedzenie nie jest takie złe. Jednak jest bardzo nie zdrowe. Po zjedzonym posiłku poszliśmy do przedziału kinowego. Załatwiliśmy swoje potrzeby w toaletach i poszyliśmy na sale kinową numer 4. Założyliśmy okulary 3D. Ja siedziałam obok Bartka i Louis'a. W połowie filmu usłyszałam szept siatkarza:
- Wiesz czemu wybrałem ten film?
- Nie mam pojęcia. Pewnie dlatego, że jest animowany i młodemu się na pewno podoba.
- yyy... Tak, to też. Ale jest tu dużo o Paryżu. A ja wiem jak ty kochasz Francje, Paryż i Wierze Eiffla.
- Ale świetnie. Kocham Cię! - i pocałowałam go w policzek. Ja go nie kocham, to znaczy.... kocham jak przyjaciela. Przez resztę filmu trzymałam go za rękę. Ale czemu? Czy ja naprawdę coś do niego czuje? To nie jest rozmowa na teraz!
Film był bardzo ciekawy, ale ... i tak nie mogłam się na nim skupić. Myślałam o Bartku, i o tym co się działo pod księgarnią, i tym co się teraz dzieje. Musiałam zacząć rozmowę:
- Louis jest w toalecie, więc musimy pogadać!
- Coś się stało? Film ci się nie podobał?
- Był naprawdę super, ale ja... - nie zdążyłam dokończyć, gdy zauważyłam fanki Bartka!
- Aaaa, to przecież Bartosz Kurek. Dasz mi swój autograf? - krzyczały. Wycofałam się ze smutną miną. Bartek też nie był tym pocieszony. Nie zdążył rozdać 2 autografów, a wyrwał się ze szponów i był przy a z mnie. Fanki dalej go obserwowały. Pocałował mnie, ale jeszcze piękniej niż tam przed księgarnią. Jedna z fanek o mało co nie zemdlała. Już widzę jutrzejsze nagłówki w gazetach: ,,Bartosz Kurek ma nową dziewczynę!!! "
________________________
Zachęcam do komentowania tu, albo na mojej stronce.
czwartek, 26 września 2013
środa, 25 września 2013
Rozdział 5
***
Nie zadawaliśmy pytań,
Nie prowadziliśmy gier,
Dziś kalkulujemy wszystko,
Nie ma w tym szaleństwa, wiem.
Co z tym możemy zrobić?
***
- Może na ,,Smerfy 2" ? Podobno bardzo fajne. - powiedział Bartosz jak wychodziliśmy już z auta.
- Spoczko, Louis'owi się pewnie spodoba. - odpowiedziałam. Siatkarz sprawdził kiedy jest najbliższy seans i wykupił bilety na 11:30. Mieliśmy 1 godzinę wolnego.
- To teraz idziemy do McDonalda? - zapytał podekscytowany Louis
- Albo, teraz pochodźmy po galerii i przez samym filmem cos zjemy? - zaproponował Bartosz.
- Nich tak będzie, dzisiaj wy decydujecie co robimy. - powiedziałam.
- To idziemy na podbój sklepów! - krzyknął młody. Za małą chwilę byliśmy już w sklepie z koszulkami. Tam znalazłam błękitną koszulkę z napisem: ,, KEEP CALM AND GROW A MUSTACHE". Zaraz pomyślałam o Skrzaku. Wzięłam rozmiar XXL i zaniosłam mu.
- Do przymierzalni proszę.- powiedziałam podając wieszak.
- Się robi! - powiedział. Przebierał się dość sługo, ale w końcu wyszedł i wyglądał naprawdę rewelacyjnie.
- I jak? - zapytał
- WOW!!! To ten sam Bartosz Kurek? - odpowiedział pytaniem zachwycony Louis.
- Tak, ten sam przystojny Bartuś! - odpowiedziałam - Bierzemy!
- Ale czy ona się nie opona? O tu. Patrz Ami? - zaskoczył mnie tym, on facet. Może źle go postrzegałam?
- Nie, jest super. Wskakuj w stare łachmany! - wygoniłam go do przymierzalni. Czy on się musi tak długo ubierać? Chciałam kupić mu tą koszulkę, ale napotkałam opór.
- Co ty robisz?
- Płace nie widać. - powiedziałam do siatkarza - Tak poproszę reklamówkę. Ile płace?
- Pogrzało cię do reszty Amelia?
- Nie, ja kupuje ci koszulkę a ty stawiasz obiad!- powiedziałam. Chyba jest na mnie zły? Ale czemu? Louis wypatrzył księgarnie. Chwile potem był już w niech. Zatrzymałam podążającego za nim Bartka
- Jesteś zły?- zapytałam.
- Nie, co ty?- uśmiechnął się, ale nie był szczery uśmiech.
- Mów!
- Chodzi o to że ty jesteś moim gościem i chce cię jak najlepiej ugościć. A ty nie dajesz mi się wykazać!
- O to chodzi? Jak mówisz serio, to jesteś dziwny?
- Co?
- Uwielbiam z tobą przebywać, śmiać się i nawet kłócić. Ale nie o to!
- Czyli ta sprawa jest nie ważna?
- Oczywiście że ważna! Dobra nie kłóćmy się, co?
- Dobra, przepraszam cię. Ale na tobie mi naprawdę zależy. Na co dzień otaczam się fałszywymi przyjaciółmi.
- Tak zdaję sobie z tego sprawę, ale mi możesz zaufać.
- Dziękuje! - przytulił mnie mocno. Poczułam, że nie jestem sama na tym podłym świecie. W tym momencie pocałował mnie w usta. To był piękny namiętny pocałunek.
- C wy robicie? Ja tu na was czekam! A tak na marginesie za 45 minut nam się film zaczyna! -
powiedział Louis. Zdębiałam!
________________________
Specjalny rozdział dla mojej przyjaciółki Anki :* To dla niej ten tekst piosenki na początku. Kocham Cię :***
Nie zadawaliśmy pytań,
Nie prowadziliśmy gier,
Dziś kalkulujemy wszystko,
Nie ma w tym szaleństwa, wiem.
Co z tym możemy zrobić?
***
- Może na ,,Smerfy 2" ? Podobno bardzo fajne. - powiedział Bartosz jak wychodziliśmy już z auta.
- Spoczko, Louis'owi się pewnie spodoba. - odpowiedziałam. Siatkarz sprawdził kiedy jest najbliższy seans i wykupił bilety na 11:30. Mieliśmy 1 godzinę wolnego.
- To teraz idziemy do McDonalda? - zapytał podekscytowany Louis
- Albo, teraz pochodźmy po galerii i przez samym filmem cos zjemy? - zaproponował Bartosz.
- Nich tak będzie, dzisiaj wy decydujecie co robimy. - powiedziałam.
- To idziemy na podbój sklepów! - krzyknął młody. Za małą chwilę byliśmy już w sklepie z koszulkami. Tam znalazłam błękitną koszulkę z napisem: ,, KEEP CALM AND GROW A MUSTACHE". Zaraz pomyślałam o Skrzaku. Wzięłam rozmiar XXL i zaniosłam mu.
- Do przymierzalni proszę.- powiedziałam podając wieszak.
- Się robi! - powiedział. Przebierał się dość sługo, ale w końcu wyszedł i wyglądał naprawdę rewelacyjnie.
- I jak? - zapytał
- WOW!!! To ten sam Bartosz Kurek? - odpowiedział pytaniem zachwycony Louis.
- Tak, ten sam przystojny Bartuś! - odpowiedziałam - Bierzemy!
- Ale czy ona się nie opona? O tu. Patrz Ami? - zaskoczył mnie tym, on facet. Może źle go postrzegałam?
- Nie, jest super. Wskakuj w stare łachmany! - wygoniłam go do przymierzalni. Czy on się musi tak długo ubierać? Chciałam kupić mu tą koszulkę, ale napotkałam opór.
- Co ty robisz?
- Płace nie widać. - powiedziałam do siatkarza - Tak poproszę reklamówkę. Ile płace?
- Pogrzało cię do reszty Amelia?
- Nie, ja kupuje ci koszulkę a ty stawiasz obiad!- powiedziałam. Chyba jest na mnie zły? Ale czemu? Louis wypatrzył księgarnie. Chwile potem był już w niech. Zatrzymałam podążającego za nim Bartka
- Jesteś zły?- zapytałam.
- Nie, co ty?- uśmiechnął się, ale nie był szczery uśmiech.
- Mów!
- Chodzi o to że ty jesteś moim gościem i chce cię jak najlepiej ugościć. A ty nie dajesz mi się wykazać!
- O to chodzi? Jak mówisz serio, to jesteś dziwny?
- Co?
- Uwielbiam z tobą przebywać, śmiać się i nawet kłócić. Ale nie o to!
- Czyli ta sprawa jest nie ważna?
- Oczywiście że ważna! Dobra nie kłóćmy się, co?
- Dobra, przepraszam cię. Ale na tobie mi naprawdę zależy. Na co dzień otaczam się fałszywymi przyjaciółmi.
- Tak zdaję sobie z tego sprawę, ale mi możesz zaufać.
- Dziękuje! - przytulił mnie mocno. Poczułam, że nie jestem sama na tym podłym świecie. W tym momencie pocałował mnie w usta. To był piękny namiętny pocałunek.
- C wy robicie? Ja tu na was czekam! A tak na marginesie za 45 minut nam się film zaczyna! -
powiedział Louis. Zdębiałam!
________________________
Specjalny rozdział dla mojej przyjaciółki Anki :* To dla niej ten tekst piosenki na początku. Kocham Cię :***
wtorek, 24 września 2013
Rozdział 4
***
Zapamiętaj jutra nie będzie.
Liczy się teraz, więc dziś nie gubimy chwil.
Na karuzelach kręci nas życie.
Masz tylko moment dziś, więc kochaj albo giń.
***
- Co? - zapytał zdziwiony siatkarz.
- No, ja u Ciebie w sypialni. A ty w salonie na kanapie.
- Dobra, nich stracę. - uśmiechnął się. Wysłałam mu buziaka w powietrzu.
- To ja idę się wykąpać. - powiedziałam szukając jakiejś piżamy w walizce.
- Jasne, dasz sobie rade? - zapytał z ironią
- Nie, chodź mi pomóc.- wystawiłam mu język i poszłam do łazienki. Wyszłam przez drzwi. Wzięłam szybki prysznic i byłam już gotowa do spania.
- Już zwolniłam Ci łazienkę, więc dobranoc.
- Dobranoc, kochanie.
- Tu się puknij! - wskazałam na czoło i z uśmiechem poszłam na górę do sypialni siatkarza. Łóżko było mięciutki i takie wygodne. Zasypianie nie było najłatwiejszą rzeczą. Prawie całą noc przesiedziałam na zielonej pościeli. Jakimś cudem zasnęłam jakoś po północy.
Rano obudził mnie szept Bartka i Louis'a. Co oni kombinują?
- Może śniadanie? - zapytali razem?
- Tak, jasne. Zaraz coś wymyśle, chodź dużo rzeczy po naszej bitwie niewiele ich zostało. - odpowiedziałam przecierając oczy.
- Taaaa daaaa.... - odsłonili przykryty obrusem stolik
- Ooo... A to co? - uśmiechnęłam się.
- Śniadanko do łóżka. - odpowiedział Bartosz
- Jak miło z waszej strony. Kto wpadł na taki super pomysł?
- Ja !!! - powiedzieli razem. Zaczęłam się śmiać, a oni to podłapali i wszyscy się już ,,chichraliśmy".
- To co tam przygotowaliście? - zapytałam przez śmiech.
- Omlety, naleśniki, sałatkę owocową, jajecznicę i kanapki. Do tego jabłuszko, banan, pomarańcza oraz kawa, herbata i sok porzeczkowy - zaczął wymieniać Louis.
- Już mi się mordka śmieje - odpowiedziałam
- No to, jak zaczynamy? - zapytali znowu razem. Czy oni się jakoś umówili?
- Jasne! - i zaczęliśmy jeść najważniejszy posiłek dnia. Było naprawdę dobre. Jeszcze jedno pytanie mam na ustach. Bartek umie gotować? Znam go od 3 lat, z i tak nie wiem wszystkiego o nim.
- Jak już wy przygotowaliście, to ja posprzątam. A jaki dzisiaj jest plan dnia?
- To może pójdziemy na lody i do galerii. Tam jest bardzo dobre kino. Obejrzymy coś! Hmm... Co wy na to? - zapytał najedzony siatkarz.
- Dla mnie super. - powiedział Louis
- To o której wychodzimy?
- Jest 8:43, to może o 10:00? - zaproponował Skrzak.
- Dla mnie świetnie. - wygramoliłam się z łóżka. Poszłam pozmywać po śniadaniu. Czas na poranną toaletę. Ubrałam się, uczesałam i zrobiłam lekki makijaż. Byłam gotowa do wyjścia. Chłopaki czekali już w salonie, przed telewizorem.
- Dłużej nie można było? - zapytał z ironią Louis
- Można było, można. Wiesz mogę jeszcze wrócić, czy coś. - odpowiedziałam.
- Jak wszyscy gotowi to idziemy, tak? - powiedział siatkarz ubrany w niebieską koszule w kratkę.
- Tak. Idziemy na jaki film? - zapytałam, ale nie uzyskałam odpowiedzi.
______________
I kolejny rozdział. Trochę długo mi zeszło - przepraszam :) Zachęcam do komentowania.
Kto dzisiaj ogląda mecz Volleyball-family :*
Zapamiętaj jutra nie będzie.
Liczy się teraz, więc dziś nie gubimy chwil.
Na karuzelach kręci nas życie.
Masz tylko moment dziś, więc kochaj albo giń.
***
- Co? - zapytał zdziwiony siatkarz.
- No, ja u Ciebie w sypialni. A ty w salonie na kanapie.
- Dobra, nich stracę. - uśmiechnął się. Wysłałam mu buziaka w powietrzu.
- To ja idę się wykąpać. - powiedziałam szukając jakiejś piżamy w walizce.
- Jasne, dasz sobie rade? - zapytał z ironią
- Nie, chodź mi pomóc.- wystawiłam mu język i poszłam do łazienki. Wyszłam przez drzwi. Wzięłam szybki prysznic i byłam już gotowa do spania.
- Już zwolniłam Ci łazienkę, więc dobranoc.
- Dobranoc, kochanie.
- Tu się puknij! - wskazałam na czoło i z uśmiechem poszłam na górę do sypialni siatkarza. Łóżko było mięciutki i takie wygodne. Zasypianie nie było najłatwiejszą rzeczą. Prawie całą noc przesiedziałam na zielonej pościeli. Jakimś cudem zasnęłam jakoś po północy.
Rano obudził mnie szept Bartka i Louis'a. Co oni kombinują?
- Może śniadanie? - zapytali razem?
- Tak, jasne. Zaraz coś wymyśle, chodź dużo rzeczy po naszej bitwie niewiele ich zostało. - odpowiedziałam przecierając oczy.
- Taaaa daaaa.... - odsłonili przykryty obrusem stolik
- Ooo... A to co? - uśmiechnęłam się.
- Śniadanko do łóżka. - odpowiedział Bartosz
- Jak miło z waszej strony. Kto wpadł na taki super pomysł?
- Ja !!! - powiedzieli razem. Zaczęłam się śmiać, a oni to podłapali i wszyscy się już ,,chichraliśmy".
- To co tam przygotowaliście? - zapytałam przez śmiech.
- Omlety, naleśniki, sałatkę owocową, jajecznicę i kanapki. Do tego jabłuszko, banan, pomarańcza oraz kawa, herbata i sok porzeczkowy - zaczął wymieniać Louis.
- Już mi się mordka śmieje - odpowiedziałam
- No to, jak zaczynamy? - zapytali znowu razem. Czy oni się jakoś umówili?
- Jasne! - i zaczęliśmy jeść najważniejszy posiłek dnia. Było naprawdę dobre. Jeszcze jedno pytanie mam na ustach. Bartek umie gotować? Znam go od 3 lat, z i tak nie wiem wszystkiego o nim.
- Jak już wy przygotowaliście, to ja posprzątam. A jaki dzisiaj jest plan dnia?
- To może pójdziemy na lody i do galerii. Tam jest bardzo dobre kino. Obejrzymy coś! Hmm... Co wy na to? - zapytał najedzony siatkarz.
- Dla mnie super. - powiedział Louis
- To o której wychodzimy?
- Jest 8:43, to może o 10:00? - zaproponował Skrzak.
- Dla mnie świetnie. - wygramoliłam się z łóżka. Poszłam pozmywać po śniadaniu. Czas na poranną toaletę. Ubrałam się, uczesałam i zrobiłam lekki makijaż. Byłam gotowa do wyjścia. Chłopaki czekali już w salonie, przed telewizorem.
- Dłużej nie można było? - zapytał z ironią Louis
- Można było, można. Wiesz mogę jeszcze wrócić, czy coś. - odpowiedziałam.
- Jak wszyscy gotowi to idziemy, tak? - powiedział siatkarz ubrany w niebieską koszule w kratkę.
- Tak. Idziemy na jaki film? - zapytałam, ale nie uzyskałam odpowiedzi.
______________
I kolejny rozdział. Trochę długo mi zeszło - przepraszam :) Zachęcam do komentowania.
Kto dzisiaj ogląda mecz Volleyball-family :*
środa, 18 września 2013
Rozdział 3
***
,,Gdyby tak zapomnieć o zasadach co, trzymają w klatce nas."
Wsiedliśmy do czarnego BMW i odjechaliśmy spod ulicy Piotrkowskiej.
- Opowiesz mi dokładniej co się wydarzyło? - poruszył temat Bartek.
- Tak, ale może jak dojedziemy? - wskazałam na Louis'a który bawił się samochodem.
Dalej jechaliśmy w ciszy, pomijając radio w którym leciała nietypowa piosenka. Po 15 minutach byliśmy już pod domem, a raczej willą pana Kurka. Jako dżentelmen wpuścił nas do środka i przyniósł walizki. Otwierają drzwi zobaczyłam śliczny salon, kuchnie i płomień znajdujący się w cudnym komiku.
- Może coś zjecie? - zapytałam z uśmiechem na ustach.
- Ja chce jeść, Amelia!- krzyknął wręcz Louis
- Ja też chętnie coś zjem. To ja młodym jedziemy do sklepu, a ty zobacz gdzie co jest. - powiedział wychodząc.
- Oczywiście. - odpowiedziałam śmiejąc się. Kuchnie była bardzo przestronna. Dużo szafek, blat kuchenny i wszystkie sprzęty potrzebne, żeby zrobić królewską kolację. Bartek tyle zarabia, a nawet go na ser żółty nie stać. Cóż on ma zabiegane życie. Zobaczyłam co i gdzie. Chłopaków nie był już 20 minut. Postanowiłam, więc poczytać moją ulubioną książkę - ,,W Pierścieniu Ognia". Kocham przygody Katniss i Peety. Skończyłam na momencie, w którym mieli wchodzić na arenę, kiedy do domu wbiegli chłopaki obładowani torbami. Wyglądali tak śmiesznie.
- Wykupiliście chyba cały sklep - zapytałam ze śmiechem rozpakowując zakupy.
- Chcieliśmy, naprawdę siostro - powiedział Louis - ale nie było jednej, najważniejszej rzeczy!
- Jakiej? Czyży już chleba w sklepach nie mieli?
- MIŚKÓW HARIBO - odpowiedzieli razem.
- Haha tak to jest towar pierwszej potrzeby.
- Wiesz, każdy myślał że jestem synem Bartka. I pytali mnie o mamę!
- Ciekawie! - zaśmiałam się - a kto jest mamusią Bartku!
- Mam nadzieje, że ty! - wyszeptał mi na ucho. Aż się zarumieniłam. Zobaczyłam na blacie mąkę pszenną i tak samo wyszło, że wylądowała ona na fioletowej koszulce siatkarza.
- Wiesz co? Doszłam właśnie do wniosku, że ta koszulka wygląda o wiele lepiej z tą mąką! - śmiech nie był dobrym rozwiązaniem. Oberwałam, ale większą ilością mąki. Moje granatowe jeansy, były już plamiaste. Do naszej zabawy dołączył się Louis i wyszła z tego ,,bitwa na żarcie". Po 10 minutach uspokoiłam towarzystwo i posprzątaliśmy kuchnie. Teraz głód nam bardziej doskwierał. W lodówce było puściutko, zostały tylko jajka. Więc z królewskiej kolacji wyszła jajecznica z grzybami. Mmm... pucha. Wszystkim smakowała - jako pierwsze i ostatnie danie.
Zajrzałam do zamrażarki, a tym... lody. Wyjęłam je, było tam 5 smaków!!! Śmietankowe, truskawkowe, czekoladowe, karmelowe i orzechowe. Uczta dla podniebienia. Zawołałam chłopaków:
- Kto chętny na loda?
- Jaaaaaaaaaaaa... - przybiegł z salonu Louis
- A jakie masz smaki?
- O takie !
- To jemy! - krzyknął Bartek
Usdowiliśmy się w salonie i zaczęliśmy oglądać film. Louis zasnął po godzinie. Siatkarz poszedł go odnieść go do jego, własnego pokoju. Ja w tym czasie potajemnie schowałam lody. I jak gdyby nigdy nic oglądałam film. Bartosz usiadł obok mnie. Chciał sięgnąć po lody nie odrywając się od telewizora. Ja z przejęciem patrzyłam na jego rękę szukającą lodów. Po chwili ze zdziwieniem zobaczył że nie ma lodów, ja nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać. Domyślił się o co chodzi i zaczął mnie gilgotać. Chciałam krzyknąć, ale młody śpi więc ograniczyłam się do śmiechu. Chwilkę potem ja wylądowałam na podłodze, a Bartek na mnie. Spojrzałam w jego błękitne oczy, jednak szybkim ruchem spojrzałam się gdzieś indziej. Nasz wzrok już się tego wieczoru nie spotkał.
Film się skończył więc chciałam iść spać. Ale gdzie ja mam spać?
- Gdzieś mi już naszykowałeś wyrko, czy jeszcze nie? - puściłam oczko.
- Dla mojej księżniczki wszystko, ale nie mam pomysłu gdzie!
- To może u ciebie?
__________________
Rozdział trzeci, długo wyczekiwany przez mojego brata i przyjaciółkę. Pozdrawiam was kochani, oraz moich nowych i starych czytelników. :*
,,Gdyby tak zapomnieć o zasadach co, trzymają w klatce nas."
Wsiedliśmy do czarnego BMW i odjechaliśmy spod ulicy Piotrkowskiej.
- Opowiesz mi dokładniej co się wydarzyło? - poruszył temat Bartek.
- Tak, ale może jak dojedziemy? - wskazałam na Louis'a który bawił się samochodem.
Dalej jechaliśmy w ciszy, pomijając radio w którym leciała nietypowa piosenka. Po 15 minutach byliśmy już pod domem, a raczej willą pana Kurka. Jako dżentelmen wpuścił nas do środka i przyniósł walizki. Otwierają drzwi zobaczyłam śliczny salon, kuchnie i płomień znajdujący się w cudnym komiku.
- Może coś zjecie? - zapytałam z uśmiechem na ustach.
- Ja chce jeść, Amelia!- krzyknął wręcz Louis
- Ja też chętnie coś zjem. To ja młodym jedziemy do sklepu, a ty zobacz gdzie co jest. - powiedział wychodząc.
- Oczywiście. - odpowiedziałam śmiejąc się. Kuchnie była bardzo przestronna. Dużo szafek, blat kuchenny i wszystkie sprzęty potrzebne, żeby zrobić królewską kolację. Bartek tyle zarabia, a nawet go na ser żółty nie stać. Cóż on ma zabiegane życie. Zobaczyłam co i gdzie. Chłopaków nie był już 20 minut. Postanowiłam, więc poczytać moją ulubioną książkę - ,,W Pierścieniu Ognia". Kocham przygody Katniss i Peety. Skończyłam na momencie, w którym mieli wchodzić na arenę, kiedy do domu wbiegli chłopaki obładowani torbami. Wyglądali tak śmiesznie.
- Wykupiliście chyba cały sklep - zapytałam ze śmiechem rozpakowując zakupy.
- Chcieliśmy, naprawdę siostro - powiedział Louis - ale nie było jednej, najważniejszej rzeczy!
- Jakiej? Czyży już chleba w sklepach nie mieli?
- MIŚKÓW HARIBO - odpowiedzieli razem.
- Haha tak to jest towar pierwszej potrzeby.
- Wiesz, każdy myślał że jestem synem Bartka. I pytali mnie o mamę!
- Ciekawie! - zaśmiałam się - a kto jest mamusią Bartku!
- Mam nadzieje, że ty! - wyszeptał mi na ucho. Aż się zarumieniłam. Zobaczyłam na blacie mąkę pszenną i tak samo wyszło, że wylądowała ona na fioletowej koszulce siatkarza.
- Wiesz co? Doszłam właśnie do wniosku, że ta koszulka wygląda o wiele lepiej z tą mąką! - śmiech nie był dobrym rozwiązaniem. Oberwałam, ale większą ilością mąki. Moje granatowe jeansy, były już plamiaste. Do naszej zabawy dołączył się Louis i wyszła z tego ,,bitwa na żarcie". Po 10 minutach uspokoiłam towarzystwo i posprzątaliśmy kuchnie. Teraz głód nam bardziej doskwierał. W lodówce było puściutko, zostały tylko jajka. Więc z królewskiej kolacji wyszła jajecznica z grzybami. Mmm... pucha. Wszystkim smakowała - jako pierwsze i ostatnie danie.
Zajrzałam do zamrażarki, a tym... lody. Wyjęłam je, było tam 5 smaków!!! Śmietankowe, truskawkowe, czekoladowe, karmelowe i orzechowe. Uczta dla podniebienia. Zawołałam chłopaków:
- Kto chętny na loda?
- Jaaaaaaaaaaaa... - przybiegł z salonu Louis
- A jakie masz smaki?
- O takie !
- To jemy! - krzyknął Bartek
Usdowiliśmy się w salonie i zaczęliśmy oglądać film. Louis zasnął po godzinie. Siatkarz poszedł go odnieść go do jego, własnego pokoju. Ja w tym czasie potajemnie schowałam lody. I jak gdyby nigdy nic oglądałam film. Bartosz usiadł obok mnie. Chciał sięgnąć po lody nie odrywając się od telewizora. Ja z przejęciem patrzyłam na jego rękę szukającą lodów. Po chwili ze zdziwieniem zobaczył że nie ma lodów, ja nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać. Domyślił się o co chodzi i zaczął mnie gilgotać. Chciałam krzyknąć, ale młody śpi więc ograniczyłam się do śmiechu. Chwilkę potem ja wylądowałam na podłodze, a Bartek na mnie. Spojrzałam w jego błękitne oczy, jednak szybkim ruchem spojrzałam się gdzieś indziej. Nasz wzrok już się tego wieczoru nie spotkał.
Film się skończył więc chciałam iść spać. Ale gdzie ja mam spać?
- Gdzieś mi już naszykowałeś wyrko, czy jeszcze nie? - puściłam oczko.
- Dla mojej księżniczki wszystko, ale nie mam pomysłu gdzie!
- To może u ciebie?
__________________
Rozdział trzeci, długo wyczekiwany przez mojego brata i przyjaciółkę. Pozdrawiam was kochani, oraz moich nowych i starych czytelników. :*
poniedziałek, 16 września 2013
Rozdział 2
***
Dziś rozbraja nas uśmiechem,
czarująco pięknym tak.
Co takiego w sobie ma?
***
- Tak mały, musimy. - powiedziałam głosem, który musiał go zaboleć bo miał łzy w oczach - Dlaczego płaczesz? Teraz przed nami nowe, lepsze życie.
-Ale gdzie? Jeszcze tyle nie zarabiasz, żeby kupić mieszkanie, a co dopiero dom?! Jak my przeżyjemy?- faktycznie jak my przeżyjemy?
W pizzerii zarabiam marne 1200 złoty miesięcznie. Tego jednak nie przemyślałam!!! Może by tak... nie on się nie zgodzi! Albo jednak, tak zadzwonię do niego.
- Spokojnie, ty się pakuj a ja zadzwonię do ...
- Do Bartka? Do niego zadzwonisz? - zapytał z przejęciem Louis
- yyy Tak, ale skąd wiesz? Przecież nic nie powiedziałam jeszcze.
- Można się było domyśleć. - szyderczo uśmiechnął się Louis
- Już pakuj się! - skąd on mógł wiedzieć do kogo zadzwonię? Łatwo się było domyśleć - mam tylko jednego przyjaciela. Louis bardzo się ucieszył na myśl, że może zamieszkać razem z Bartkiem i jego bratem Kubą pod jednym dachem. Tak, chłopcy bardzo się lubią. Wzięłam mój telefon i wybrałam numer Bartka. Wciąż jestem niepewna, ja jak się nie zgodzi? Ryzykuje i dzwonię. W słuchawce słyszę jak zwykle przyjazny głos Skrzaka:
- Witam, witam. Co u ciebie słychać? Jak tam Louis?
- Hej. U nas wszystko dobrze, ale mam do ciebie małą prośbę - na te słowa Louis miał na ustach wielkiego banana - Moglibyśmy u ciebie z małym trochę pomieszkać?
- Czyli nie wszystko w porządku? - zapytał- Jasne mieszkajcie ile chcecie, Kuba już się cieszy!!! Za ile mam pod was podjechać?
- Nie podjeżdżaj sami jakoś dojdziemy, zresztą po co się masz fatygować. Jesteśmy z Louis'em silni i doniesiemy walizki. - mówię jedno, myślę drugie. Chce żeby podjechał, chce się do niego przytulić i poczuć, że nie jestem sama.
- Nawet nie ma mowy!!! O której mam być?! Nie będziesz sama o tej godzinie przez Bełchatów szła.
- Nie jest tak ciemno. Jest dopiero 18:30, więc spokojnie dojdziemy.
- Dobra , jak nie to nie. Będę o 20:00. No, więc miłego pakowania.
- Ale... dobra! Uwielbiam cię po prostu. Dziękuje! - powiedziałam prawie przez łzy, ale to były łzy szczęścia. Łzy oznaczające miłość, przyjacielską miłość.
- Pośpieszcie się!!! - odpowiedział śmiejąc się.
Odłożyłam telefon. Czas się pakować. Po 30 minutach Louis był spakowany, zabrał wszystko. Dużo tego nie było. Ja stanęłam na koszulce mojej mamy w której umarła. Myślałam czy dobrze robię, czy nie popełniam błędu, którego potem będę długo żałowała. Wpakowałam ją oraz inne rzeczy mojej mamy. Sama zabrałam tylko najpotrzebniejsze ubrania.
Gdy już skończyliśmy wybiła godzina 19:45. Zostało 15 minut. Ostatni kwadrans w mieszkaniu, w którym wychowywałam się przez 23 lata. Postanowiłam iść do taty i powiedzieć na spokojnie ostatnie zdania. Siedział w kuchni z wódką w ręce, więc jak dla mnie normalny widok.
- Musimy pogadać - zaczęłam
- I co twój Super Bohater zawalił i cię nie przyjmie, więc prosisz o wybaczenie. Tak, wybaczam ci. A teraz zrób kolacje bo głodny jestem.
- Haha na to nie licz. Bartek przyjedzie za 10 minut. Oto klucze do mieszkania i garaży. - położyłam klucze na stole kuchennym, pełnym pustych puszek i butelek.- Chce ci podziękować za cała 23 lata męki z tobą. Od teraz sam sobie gotujesz, pierzesz i sprzątasz. To koniec!
- Jeszcze wrócicie z podkulonym ogonem, błagając o pieniące. Wtedy to się w dupy pocałujcie.
W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. Louis poszedł je otworzyć, a tam czekał nasz ,,wybawiciel".
- I jeszcze jedno ani ja, ani Louis nie będziemy tęsknić za takim człowiekiem jak ty. To... do nigdy nie zobaczenia, tato!
Przywitałam się z siatkarzem. Poszliśmy po walizki, Louis pożegnał się z ojcem i wyszliśmy. Zaczęło się dla nas nowe życie!!!
__________________
I oto drugi rozdział. I jak? :D piszcie co sądzicie, co poprawić oraz swoje propozycje na dalsze rozdziały. Proszę udostępniajcie tego bloga. Będę wdzięczna.
Pozdrawiam :*
Dziś rozbraja nas uśmiechem,
czarująco pięknym tak.
Co takiego w sobie ma?
***
- Tak mały, musimy. - powiedziałam głosem, który musiał go zaboleć bo miał łzy w oczach - Dlaczego płaczesz? Teraz przed nami nowe, lepsze życie.
-Ale gdzie? Jeszcze tyle nie zarabiasz, żeby kupić mieszkanie, a co dopiero dom?! Jak my przeżyjemy?- faktycznie jak my przeżyjemy?
W pizzerii zarabiam marne 1200 złoty miesięcznie. Tego jednak nie przemyślałam!!! Może by tak... nie on się nie zgodzi! Albo jednak, tak zadzwonię do niego.
- Spokojnie, ty się pakuj a ja zadzwonię do ...
- Do Bartka? Do niego zadzwonisz? - zapytał z przejęciem Louis
- yyy Tak, ale skąd wiesz? Przecież nic nie powiedziałam jeszcze.
- Można się było domyśleć. - szyderczo uśmiechnął się Louis
- Już pakuj się! - skąd on mógł wiedzieć do kogo zadzwonię? Łatwo się było domyśleć - mam tylko jednego przyjaciela. Louis bardzo się ucieszył na myśl, że może zamieszkać razem z Bartkiem i jego bratem Kubą pod jednym dachem. Tak, chłopcy bardzo się lubią. Wzięłam mój telefon i wybrałam numer Bartka. Wciąż jestem niepewna, ja jak się nie zgodzi? Ryzykuje i dzwonię. W słuchawce słyszę jak zwykle przyjazny głos Skrzaka:
- Witam, witam. Co u ciebie słychać? Jak tam Louis?
- Hej. U nas wszystko dobrze, ale mam do ciebie małą prośbę - na te słowa Louis miał na ustach wielkiego banana - Moglibyśmy u ciebie z małym trochę pomieszkać?
- Czyli nie wszystko w porządku? - zapytał- Jasne mieszkajcie ile chcecie, Kuba już się cieszy!!! Za ile mam pod was podjechać?
- Nie podjeżdżaj sami jakoś dojdziemy, zresztą po co się masz fatygować. Jesteśmy z Louis'em silni i doniesiemy walizki. - mówię jedno, myślę drugie. Chce żeby podjechał, chce się do niego przytulić i poczuć, że nie jestem sama.
- Nawet nie ma mowy!!! O której mam być?! Nie będziesz sama o tej godzinie przez Bełchatów szła.
- Nie jest tak ciemno. Jest dopiero 18:30, więc spokojnie dojdziemy.
- Dobra , jak nie to nie. Będę o 20:00. No, więc miłego pakowania.
- Ale... dobra! Uwielbiam cię po prostu. Dziękuje! - powiedziałam prawie przez łzy, ale to były łzy szczęścia. Łzy oznaczające miłość, przyjacielską miłość.
- Pośpieszcie się!!! - odpowiedział śmiejąc się.
Odłożyłam telefon. Czas się pakować. Po 30 minutach Louis był spakowany, zabrał wszystko. Dużo tego nie było. Ja stanęłam na koszulce mojej mamy w której umarła. Myślałam czy dobrze robię, czy nie popełniam błędu, którego potem będę długo żałowała. Wpakowałam ją oraz inne rzeczy mojej mamy. Sama zabrałam tylko najpotrzebniejsze ubrania.
Gdy już skończyliśmy wybiła godzina 19:45. Zostało 15 minut. Ostatni kwadrans w mieszkaniu, w którym wychowywałam się przez 23 lata. Postanowiłam iść do taty i powiedzieć na spokojnie ostatnie zdania. Siedział w kuchni z wódką w ręce, więc jak dla mnie normalny widok.
- Musimy pogadać - zaczęłam
- I co twój Super Bohater zawalił i cię nie przyjmie, więc prosisz o wybaczenie. Tak, wybaczam ci. A teraz zrób kolacje bo głodny jestem.
- Haha na to nie licz. Bartek przyjedzie za 10 minut. Oto klucze do mieszkania i garaży. - położyłam klucze na stole kuchennym, pełnym pustych puszek i butelek.- Chce ci podziękować za cała 23 lata męki z tobą. Od teraz sam sobie gotujesz, pierzesz i sprzątasz. To koniec!
- Jeszcze wrócicie z podkulonym ogonem, błagając o pieniące. Wtedy to się w dupy pocałujcie.
W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. Louis poszedł je otworzyć, a tam czekał nasz ,,wybawiciel".
- I jeszcze jedno ani ja, ani Louis nie będziemy tęsknić za takim człowiekiem jak ty. To... do nigdy nie zobaczenia, tato!
Przywitałam się z siatkarzem. Poszliśmy po walizki, Louis pożegnał się z ojcem i wyszliśmy. Zaczęło się dla nas nowe życie!!!
__________________
I oto drugi rozdział. I jak? :D piszcie co sądzicie, co poprawić oraz swoje propozycje na dalsze rozdziały. Proszę udostępniajcie tego bloga. Będę wdzięczna.
Pozdrawiam :*
niedziela, 15 września 2013
Rozdział 1
***
,, Idę sobie pustą drogą
Życie żyje obok mnie
Czuję, że donikąd mknę
Patrzę w cieniu stoją buty
Widzę je jakby przez mgłę
Kto to, co to, kto powie co dziwnego dzieje się?"
- To twoja wina! - powiedział, wręcz krzyknął - Zawsze twoja wina, nic nie potrafisz zrobić! Dlaczego?! Bo jesteś głupia, jak twoja matka. Tak samo chamska i opryskliwa.
Przez łzy widziałam jego groźną minę. Ale dlaczego JA, dlaczego ja mam takiego okropnego ojca?! Tak, robiłam obiad z moim bratem - Louis'em i przez przypadek mały upuścił talerz, zwykły, okrągły talerz. Wielka mi draka, ale jak się ma ojca pijaka to tak jest. Nawet najdrobniejsze przewinienie z mojej strony kończy się krzykiem.
- To nie jest twoja sprawa, czy coś się stłukło, czy zbiło. I tak nie płacisz za to!!! Całą rentę wydajesz na wino, czy wódkę. A mały Louis musi na to wszystko patrzeć, jak chlasz, i jak wracasz pijany po nocy z nie wiadomo kim?! Czy to normalne? To ja płace za to żeby ci było ciepło i żebyś miał co jeść, a teraz doszły mi inne opłaty. Ale ciebie nie można o nic poprosić.! - wydarłam się na niego, może nie powinnam w końcu to mój tatulek, ale poniosły mnie nerwy - Mama umarła przez ciebie! Wykończyła się przez ciebie MORDERCO!!! Harowała po 12 godzin dziennie, żeby nas wyżywić...
- Zamknij się smarkulo, masz zaledwie 23 lata a uważasz się bardzo dorosłą. Louis jest już duży i rozumie sytuacje. Ty chcesz go nastawić przeciwko mnie!
- Masz racje on ma całe 8 lat. I rozumie, że ty i alkohol to jedyne dobre połączenie.- gotowało się we mnie. Wyprosiłam Louis'a do ,,swojego" pokoju, który dzielił ze mną. Wiedziałam, że tak kłótnia tak szybko się nie skończy.
- To jak ci tak nie wygodnie i źle w tym naszym mieszkaniu, to się do tego siatkarzunia, jak mu tak ... no ...
- Ma na imię Bartek.! On dał mi więcej szczęścia w ciągu naszej znajomości, niż ty przez całe życie!!! Tak zabieram Louis'a i wyprowadzam się. - wyszłam z kuchni trzaskając drzwiami. Louis siedział i czytał książkę. Aż mu się dziwie jak można w takim hałasie książki czytać. On jakże wesołym głosem zapytał:
- Amelia, my się naprawdę wyprowadzamy?
__________________________
I tak powstał pierwszy rozdział już niedługo kolejne zachęcam do czytania i komentowania.
Pozdrawiam :*
Witam :D
Cześć wszystkim :)
Jestem Klaudia i mam zamiar pisać bloga o ... jak sam tytuł wskazuje, miłości która może wszędzie ,,wyrosnąć" .
Mam nadzieje że się wam spodobam i będziecie udostępniali tego bloga.
Pozdrawiam :* - Klaudia
Jestem Klaudia i mam zamiar pisać bloga o ... jak sam tytuł wskazuje, miłości która może wszędzie ,,wyrosnąć" .
Mam nadzieje że się wam spodobam i będziecie udostępniali tego bloga.
Pozdrawiam :* - Klaudia
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)