niedziela, 15 września 2013

Rozdział 1

                                                                            
                                                                       ***
                                               ,, Idę sobie pustą drogą
                                                  Życie żyje obok mnie
                                                 Czuję, że donikąd mknę
                                                Patrzę w cieniu stoją buty
                                               Widzę je jakby przez mgłę
                            Kto to, co to, kto powie co dziwnego dzieje się?"


- To twoja wina! - powiedział, wręcz krzyknął - Zawsze twoja wina, nic nie potrafisz zrobić! Dlaczego?! Bo jesteś głupia, jak twoja matka. Tak samo chamska i opryskliwa.
Przez łzy widziałam jego groźną minę. Ale dlaczego JA, dlaczego ja mam takiego okropnego ojca?! Tak, robiłam obiad z moim bratem - Louis'em i przez przypadek mały upuścił talerz, zwykły, okrągły talerz. Wielka mi draka, ale jak się ma ojca pijaka to tak jest. Nawet najdrobniejsze przewinienie z mojej strony kończy się krzykiem.
- To nie jest twoja sprawa, czy coś się stłukło, czy zbiło. I tak nie płacisz za to!!! Całą rentę wydajesz na wino, czy wódkę. A mały Louis musi na to wszystko patrzeć, jak chlasz, i jak wracasz pijany po nocy z nie wiadomo kim?! Czy to normalne? To ja płace za to żeby ci było ciepło i żebyś miał co jeść, a teraz doszły mi inne opłaty. Ale ciebie nie można o nic poprosić.! - wydarłam się na niego, może nie powinnam w końcu to mój tatulek, ale poniosły mnie nerwy -  Mama umarła przez ciebie! Wykończyła się przez ciebie MORDERCO!!! Harowała po 12 godzin dziennie, żeby nas wyżywić...
- Zamknij się smarkulo, masz zaledwie 23 lata a uważasz się bardzo dorosłą. Louis jest już duży i rozumie sytuacje. Ty chcesz go nastawić przeciwko mnie!
- Masz racje on ma całe 8 lat. I rozumie, że ty i alkohol to jedyne dobre połączenie.- gotowało się we mnie. Wyprosiłam Louis'a  do ,,swojego" pokoju, który dzielił ze mną. Wiedziałam, że tak kłótnia tak szybko się nie skończy.
- To jak ci tak nie wygodnie i źle w tym naszym mieszkaniu, to się do tego siatkarzunia, jak mu tak ... no ...
- Ma na imię Bartek.! On dał mi więcej szczęścia w ciągu naszej znajomości, niż ty przez całe życie!!! Tak zabieram Louis'a i wyprowadzam się. - wyszłam z kuchni trzaskając drzwiami. Louis siedział i czytał książkę. Aż mu się dziwie jak można w takim hałasie książki czytać. On jakże wesołym głosem zapytał:
- Amelia, my się naprawdę wyprowadzamy?



__________________________
I tak powstał pierwszy rozdział już niedługo kolejne zachęcam do czytania i komentowania.
Pozdrawiam :*

1 komentarz:

  1. Nie dziwię się, że dziewczynie nerwy puściły i mu nagadała tak, bo nikt nie jest ze stali. Bardzo dobrze, że się wyprowadzą.

    OdpowiedzUsuń