czwartek, 13 marca 2014

Rozdział 13

Jak to?! Jak to on?! Od zawsze wiedziłam, że nie kochał mnie ani młodego. Ale zawsze czułam do niego jakiś respekt, coś w rodzaju toleracji. A teraz ... nie mam nawet odwagi spojrzeć mu w twarz. Ale, dlaczego on to zrobił. Mógł domagać się ode mnie alimentów, czy coś. Sam by do takiego wniosku nie doszedł. Ktoś lub coś podsunęło mu ten pomysł. Osoba, która mnie z całego serca nienawidzi...  moja ciotka Sylwia. To niby moja ,,ukochana ciociulka", ale gdyby nadarzyła się okazja wbiłaby mi nóż w plecy. Sylwia jest siostrą mojego ojca. Nasza babcia, moja i Louis'a, naprawdę nas kochała. Przysyłała prezenty, odwiedzała. Na łożu śmierci musiała przepisać sporą sumkę pieniędzy na któreś z dzieci. Mogła podzielić, zapisać na wnuczków, czy inne osoby z nią spokrewnione. Zapisała to wszystko, nie na Sylwię. Przepisała na mnie!!! Że Louis nie był pełnoletni to te pieniądze, teraz lokują się na moim koncie. Zawsze są, ale nie lubię ich wykorzystywać. Babcia Krysia była wielką katoliczką. Chodziła co tydzień do kościoła, pomagała finansowo i duchowo. Te pieniądze postanowiłam przeznaczyć na jakiś ważny cel, może na ,,czarną godzinę".
Z rozmyśleń wyrwał mnie funkcjonariusz.
- Czy chce się pani widzieć z bratem?
- Jeszcze się pan pyta? - powiedziałam beszczelnie. Policjankt nie zasługiwał, ja zła...
Po chwili znaleźliśmy się w małym pokoiku. Na krześle przy biurku siedział Louis, a obok niego mundurowy. Młody rzucił mi się w objęcia. Tak się o niego martwiłam, a teraz wiem że jest cały i zdrowy. Nic się  nie luczyło, tylko fakt, że żyje...
- Amelia?
- Co, łobuzie? - powiedziałam, gdy pierwsze emocje już opadły.
- Wiesz jak się bałem? - pojedyncza kropla łez spłynęła to jego policzku. Szybko ją otarłam.
- Ale teraz już będzie wszystko dobrze. - sztucznie się uśmiechnęłam.

Jak tylko podpisałam wszystkie papiery, że zabieram Louis'a  i oświadczenie, że poinformowano mnie o rozprawie w sądzie, mogliśmy spokojnie wracać do domu Kurka. Zadzwoniłam po TAXI i po chwili znajdowaliśmy się w domu siatkarza. Zapłaciłam za przejazd i spokojnym krokiem ruszyłam do drzwi, po drodze szukając kluczy. Louis pełen energii był szybszy i już stał pod drzwiami. Otworzyłam je kluczem i młody wparował do korytarza, a tam czekała na nas niespodzianka.
- Przepraszam, nie miałem innego wyjścia.



________________________________
Dzisiaj urodził się syn Michała Winiarskiego - Antoś. Serdecznie gratuluje szczęśliwym rodzicom. :)


Przepraszam, że rozdział nie pojawił się wcześniej, ale pewnie nikt nie czyta bloga ;(

Tak na marginesie: mam załamanie nerwowe, które sobie sama spowodowałam. A jak wy się dzisiaj czujecie?

~Klaudia.

2 komentarze:

  1. Okropnie, bo ty czujesz się okropnie :) Kochana, dla niego nie warto!
    Radzę ci pisać dłuższe rozdziały, więcej opisów, ale znowu bez przesady <3 Fajny rozdział :D Całuski ☺

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mi się podoba, chociaż bylo trochę błędów :) Ale to nic! Czekam na kolejne :D
    - Martyna

    OdpowiedzUsuń