Oczami Amelii:
Chciałam, chciałam żeby pojechał tam i wziął tą głupią książkę. Nie chciałam widywać się z ,,tatulkiem". Jednak gdyby zobaczył Bartka zaraz by mu coś o nas nagadał. Postanowiłam pojechać z nim na naszą ulicę Piotrkowską, starą ulice Piotrkowską. Tam przeżyłam całe życie, poczynając od narodzin na kanapie. Aż się uśmiechnęłam, w tej całej sytuacji.
- Z czego się śmiejesz? - zapytał siatkarz
- Wiesz gdzie się urodziłam?- odpowiedziałam pytaniem
- W Bełchatowie.
- A dokładniej? - zapytałam
- W szpitalu?! - rzekł poirytowany Bartek
- Nie!!!
- W takim wypadku, gdzie się urodziłaś? - zapytał zdziwiony chłopak
- Na kanapie w salonie! - odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy
- Serio? Czy to tylko żarty?
- Serio, teraz jest to strefa kibica dla mojego taty.
- Co ogląda? Siatkówkę?! - uśmiechnął się Bartek, chciał mnie rozśmieszyć. Nawet mu wyszło
- Teeeż... ale głównie piłkę nożną. On ciągle wierzy, że nasi się na Mundial w Rio de Janeiro załapią. Już we wtorek ostatni mecz, więc będzie gorąco. - odpowiedziałam
- Szkoda, że siatki nie ogląda.
- Haha... - szturchnęłam siatkarza.
Po chwili dojechaliśmy na miejsce. Czekałam w aucie, na pierwszy krok Bartka. Po jego minie doszłam do wniosku, że on też czeka. Wystarczył jeden ruch, jeden ruch ręką i już jestem pod domem. Coś jednak nie pozwalało mi wysiąść z czarnego BMW. Strach, zakłopotanie. Co? Nie chciałam tego robić, ale musiałam.
- Pamiętaj, jak nie chcesz iść to nie idźmy. Ja dokupię mu tą jedną książkę. To zaledwie 30 złoty.
- Jak coś to ja mu kupię tę książkę! - odpowiedziałam z lekkim wyrzutem w głosie.
- Nie, nie, nie! Ja się dokładam do edukacji młodego.
- Od kiedy? To ja jestem za niego odpowiedzialna i to Ja zapewnię mu wyżywienie i materiały potrzebne do nauki! - byłam na niego tak cholernie zła. Jeszcze chwila, a polska reprezentacja straciłaby przyjmującego.
- Masz racje...
- Dziękuje!
- ... ale angielski jest bardzo ważny w życiu. Sama perfekcyjnie go umiesz i zdajesz sobie z tego sprawę.
- Bartek rozumiem twoją chęć niesienia pomocy, ale ja jej nie potrzebuje. - wręcz krzyczałam
- Masz zamiar się o to kłócić? - zapytała
- Tak, mam taki zamiar. A coś ci nie pasuje? - krzyknęłam, chwytając za klamkę.
- Nie, po prostu...
- Nie ma żadnego "Po prostu"! - wybiegłam, trzaskając drzwiami. Usłyszałam za sobą tylko wołanie siatkarza:
- Amelia! Czekaj!!!
Nie przejęłam się zbytnio jego krzykami. Kroczyłam uliczkami, nie zwracając uwagi na ludzi, którzy dziwnie mi się przypatrywali. Czy ja ich znam? Czy oni znają mnie?
Po chwili zatrzymał mnie ten sam mężczyzna, który wręczył mi list dla Bartka. Był ubrany w żółto-czarną bluzę klubową. Więc wiadomo z jakiego jest klubu.
- Coś się stało, Amelia? - zapytał Skrzak
- Nic, ale mam do ciebie pytanie. - odpowiedziałam ze sztywnym uśmiechem na ustach
- Wal jak do dobrego przyjaciela! - powiedział i uśmiechnął się figlarnie
- Może to trochę dziwne, ale jak się nazywasz? Bo w jakim klubie grasz, to wiem. - uśmiechnęłam się
- Moja droga Amelio - rzekł rozbawiony do łez siatkarz - Aleksander Atanasijević, do usług!
W tej całej kłótni z Bartkiem widzę światełko w tunelu, jakim jest serbski siatkarz.
- Dziękuję za informację. Teraz możesz już opuścić zakłopotaną niewiastę i udać się do swojego mieszkania, milordzie.
- Niema takiej opcji - powiedział zdumiewająco dobrą polszczyzną
- Nie mam czasu się z tobą kłócić, po prostu zostaw mnie w spokoju. - odeszłam kawałek, jednak spotkałam się z oporem, jakim był tors Aleksa.
- Zabawna jesteś. To na jakiej ulicy mieszkasz?
- Mieszkam tymczasowo u Bartka.
- A to poważna sprawa? - powiedział i ruszył charakterystycznie brwiami
- Nie, po prostu mam trudną sytuacje rodzinną, a Bartek był jedyną osobą, której mogłam zaufać.- odpowiedziałam na zaczepki Serba
- W takim wypadku, gdzie jest Bartek?
- Szczerze mówiąc - nie wiem. Możemy już iść, bo zimno się robi?
- Jasne, chodźmy. - mówi i narzuca na mnie swoją bluzę.
________________________________
I powstał długo oczekiwany rozdział. Mam nadzieję, że spodoba się, tak jak poprzednie rozdziały. Jak myślicie, czy wyjdzie coś z romansu Amelii i Aleksa? Co z Bartkiem? A Louis sam w domu? Dzisiejszy rozdział powstał z małą pomocą, czyli moją przyjaciółką Anią :) Razem prowadzimy tą stronkę. Komentujcie!
Jeszcze pytanie dla was:
Jak według was powinna mieć na nazwisko Amelia?
Komentujcie na blogspocie lub facebooku :) ~Klaudia.
może Bereś ? ;) albo Kurek :*
OdpowiedzUsuńOk końcówka była dziwna. Kłócili się o książkę? Poważnie?
OdpowiedzUsuńwedług mnie każdy się powinien kłócić o książkę ;)
Usuń