środa, 20 listopada 2013

Rozdział 11

Po cichu zeszłam na dół. W futrynie drzwi dostrzegłam pichcącego coś siatkarza. Przy okazji nucił wpadającą w ucho piosenkę (link:Love Me Again). Tylko się uśmiechnęłam. Dotarło wtedy do mnie co ja tu robię. U Aleksa w domu, w jego koszulce?! Czym prędzej pobiegłam na górę i ubrałam białe rurki. Narzuciłam na siebie moją brązową kurtkę i skradając się zeszłam na parter. Schodząc się po schodach nadepnęłam na pewien, drewniany stopień. Zaskrzypiał. W duchu modliłam się, żeby Alek tego nie usłyszał. Śpiewa dalej. DZIĘKI BOGU!!! Szybko chciałam się wymknąć do korytarza, ale trafiłam do łazienki. Wyszłam z niej czym prędzej. Po paru chwil błądzenia po bełchatowskim domu atakującego dotarłam do korytarza.Wybiegłam z mieszkania. Szłam na intuicje. Nie miałam pojęcia gdzie jestem. Pamiętam tylko drobiazgi i szczegóły z naszego wczorajszego spaceru. Spojrzałam na zegarek: dwunasta trzydzieści. Kurde, Louis miał na 8 do szkoły. Ja dziś zaczynam dopiero o 15, więc jeszcze pół biedy. Po dwudziestu minutach doszłam pod mieszkanie Kurka, z którego chciałabym jak najszybciej się wyprowadzić. Już wyciągałam klucze, zorientowałam się że drzwi są otwarte. Niepewnie weszłam do środka. - Louis?! Gdzie jesteś? Bartek? - wołam, ale na próżno. Nie usłyszałam żadnej odpowiedzi. Bartek miał iść na trening, może po drodze zaprowadził młodego do szkoły. Zaraz Louis powinien wrócić, więc wszystkiego się dowiem. Nic nie jadłam, więc poczłapałam do lodówki.
Jak zwykle były tylko jajka. Zrobiłam sobie jajecznice ze szczypiorkiem, bo o dziwo on też był w chłodziarce. Zjadłam pyszny śniadanioobiad i pozmywałam po sobie. Została mi jeszcze godzina, więc uwaliłam się na kanapie. W telewizji leciały akurat wiadomości. Jak zwykle, polityka, polityka i dla odmiany.... polityka. Jednak na koniec pojawiła się informacja na temat odnalezienia 8-letniego chłopca. ,,Nie są nam jeszcze znane szczegóły. Chłopiec jest wystraszony. Wygląda na to, że sam uciekł z domu. Prawdopodobne pochodzi z Bełchatowa, ponieważ znaleźliśmy go na obrzeżach, nad rzeką. Apelujemy do znajomych i rodziny o szybki kontakt z policją." powiedział facet w niebieskim mundurze. Z Bełchatowa... to pewnie gdzieś od nas. Jestem ciekawa gdzie jest matka tego dziecka. Nie mój w tym problem. Leciała jeszcze jakaś telenowela, więc podarowałam sobie i poszłam się szykować do pracy. Kelnerka w pizzerii... wysoka posada. Ubrałam się i zrobiłam makijaż. Dochodziła 15:30, a Louis`a ciągle nie było. Pewnie szlaja się gdzieś z kolegami. Jednak lepiej zadzwonie do Bartka. To była najtrudniejsza decyzja jaką podjęłam w tamtym dniu. Dzwonie. Po trzech sygnałach usłyszałam głos Skrzaka: - Halo? - Hej Bartek. Z tej strony Amelia. Tak, to znowu ja. - Ej, zapomnijmy o wczorajszym, co? - Teraz nie mam siły o tym myśleć. Gdzie jest młody? Z tobą? - Myślałem, że jest z tobą? A gdzie ty jesteś, Ami? - W domu, a ty?
- Na treningu... zaraz zwolnie się u trenera i pojadę go szukać. Ty idź do pracy, bo się spóźnisz. Ja się wszystkim zajmę. Nic nie odpowiedziłam. Nie mogłam. W jednej chwili straciłam młodszego brata. Prosiłam Boga, żeby cały wrócił do domu. Bartek chyba sobie tego nie wyobraża, że ja pójde do pracy. Całe szczęście, mój szef jest wyrozumiały. Powinnen dać mi wolne. - ... - Dzień dobry, panie Marku. Mam do pana ogromną proźbę. -... - Tak, stało się. Mój młodszy brat zaginął. -... - Dziękuje za wyrozumiałość z pana strony. Jednak nie wiem ile dni mnie nie będzie. -... - Miło mi to słyszeć. Jeszcze raz dziękuje i do widzenia. -... Dobra robota załatwiona. Wyśle Bartkowi SMS'a że zostaje i szukam Louis'a. Zdesperowana całą sytuacją poszłam otworzyć drzwi do których ktoś się dobijał. Otwierając je zaniemówiłam. - Pani Amelia Cywińska?!

___________
Kolejny rozdział :) Komentujcie, udostępniajcie i oceniajcie. Pozdrawiam ;) ~Klaudia

2 komentarze:

  1. fajny <3 ciekawe co będzie dalej ... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawa jestem strasznie kim jest ta osoba, która się dobijała do drzwi. Muszą znaleźć chłopaka nie ma innej opcji.

    OdpowiedzUsuń